[PolskiInternet.com]

INDEKS
  • Informacje
  • Apele
  • Galeria
  • Kondolencje
  • Listy
  • Email

  • English Version
  • Atak na USA
     


    Listy z wypowiedziami:




    DUCH " BLIZNIAKÓW "


    Nacisnij na zdjecie aby go powiekszyc Terrorystyczny zamach na Ameryke powalil na kolana caly cywilizowany swiat. Kiedy plonely "Blizniaki" jak pieszczotliwie zwali Nowojorczycy swa dume i chwale czyli World Trade Center {WTC} siedzialem przed telewizorem, a puls podskoczyl mi chyba do 200 na minute. Najpierw zraniono smiertelnie jednego "Blizniaka" tego, którego zwano pólnocnym, potem na pól zostal przeciey ten drugi, którego zwano poludniowym.

    Ginely w plomieniach, rozpuszczajac wysoko nad miastem kleby czarnego dymu, jakby chcialy zdziwione zapytac swiat caly, dlaczego tak bardzo je zraniono, dlaczego tak bardzo je boli, za co zadano im tak ogromne cierpienie? Swiat zamarl z przerazenia i nie mógl im zadna miara pomóc. Patrzelismy bezsilni jak opadaly z sil, które tyle lat utrzymywaly je ponad miastem, takie piekne i dumnie stojace ponad zatoka. Kiedy smiertelnie ugodzone, trawione ogniem, osuwaly sie na twarda manhattanska ziemie, lzy pociekly mi po twarzy niczem dzieciaczkowi malenkiemu, a przeciez mam swoje lata, wiele trudów zycia za soba i myslalem, ze jestem twardy czy chocby utwardzonym przez los facetem.

    Walil sie oto na moich oczach symbol moich marzen z dziecinstwa i wczesnej mlodosci. Nie ma juz "Blizniaków", nie widac ich tam gdzie zdawalo sie stac beda wiecznie.

    Kiedy sie patrzy na puste po nich miejsce zdaje sie jakoby wraz z resztkami dymu ich duch unosil sie nad miastem "duch albo i dwa duchy", które jeszcze nie wiedza co poczac, w która sie udac strone, gdzie szukac nowego dla siebie miejsca? Tyle lat stanowily jednosc i calosc z miastem, jak tu teraz opuscic to piekne miejsce, kolezków swych, krwawiacych lecz jeszcze stojacych obok, zatoke przejrzysta i zielona Boginie pilnujaca nie opodal wolnosci?

    Odkad pamietam zawsze marzylem aby pojechac do Nowego Jorku, który dla mnie akurat byl cala Ameryka, symbolem wszystkiego co na tym swiecie najlepsze .

    Kiedy bylem mlodym polskim smarkiem uwielbialem ten karaj i ludzi za ich przepiekne filmy, za cudowna muzyke. Gdy dorastalem i rozumialem wiecej moje dziecinne uwielbienie przerodzilo sie w podziw za to, ze Ameryka tak naprawde ciagnela caly swiat w lepsze jutro, za rozwój, postep, za to wreszcie, ze oni zawsze bronili slabszych i pomagali potrzebujacym.

    Kiedy w latach '70 nawiazywalem pierwsze kontakty listowne z Amerykanami to byl ogromny przelom w moim zyciu, pojmowaniu swiata, prawdy o wolnosci i prawach czlowieka. Kilka lat pózniej przyszedl ten moment, ze wreszcie odlegle marzenie z dziecinstwa moglo sie stac rzeczywistoscia. Amerykanscy przyjaciele zaprosili mnie do swego wspanialego kraju. Cieszylem sie i skakalem z radosci jak oszalaly.

    Kilka tygodni pózniej przejety wsiadlem do samolotu, a ponad 10 godzinny lot minal mi zdawac by sie moglo w kilka minut.

    Kiedy wyladowalem wieczorowa pora na lotnisku w Nowym Jorku oszolomil mnie miedzynarodowy gwar, zapachy, pierwszy raz widziani z bilska wspaniali murzyni. Najwieksze jednak wrazenie zrobil na mnie widok oswietlonych "Blizniaków" kiedy podazalismy autem z lotniska na Manhattan. Wygladaly przepieknie takie jasno oswietlone na tle czystego, granatowego, zimowego nieba nad Nowym Jorkiem. Oslepily mnie swoja wielkoscia i pieknem. Niczego innego poza nimi nie widzialem albo podswiadomie widziec nie chcialem. To byl ten mój wymarzony widok - widok znany mi wczesniej jedynie z kartek pocztowych czy ze zdjec gazetowych" widok na który czekalem tyle lat.

    Nastepnego dnia przemierzylem piechota cala 5 aleje przechodzac obok cudownego Empire State Building {ESB} i docierajac w koncu pod WTC. Usiadlem zmeczony na jakiejs lawce pod tymi ogromnymi wiezami. Przede mna cichutko szumiala woda ze znajdujacej sie na skwerku fontanny. Skierowalem wzrok ku górze chcac dojrzec calosc ogromnej budowli. Jej czubek spowijaly kleby chmur. Wydawalo mi sie wtedy, ze jestem najszczesliwszym Polakiem na ziemi. Siedzialem sobie taki wyglodnialy i zmarzniety, z obolalymi, od kilkugodzinnej wedrówki wzdluz Manhattanu, nogami i nic, ale to nic mi to nie przeszkadzalo. Najwazniejsze bylo, ze jestem tak blisko kolejnego po {ESB} symbolu Nowego Jorku i Ameryki. Siedzialem tam i siedzialem zadzierajac od czasu do czasu glowe góry. Bylem z siebie bardzo dumny. Oto ja biedny chlopaczek, wychowany w malym polskim miasteczku pod Sudetami, jestem tu, w centrum swiata, w miejscu uznawanym przeze mnie za najwazniejsze i najpiekniejsze na tymze swiecie. Zapomnialem o bólu w nogach, o zmarznietych stopach, burczeniu w pustym brzuchu " zapomnialem o wszystkim, nawet o tym, ze czas mija. Przypomnial mi o tym uprzejmy nowojorski policjant pytajac z usmiechem na twarzy " czy wszystko " OK.? Jak najbardziej odpowiedzialem. Poradzil mi jednak abym poszedl do domu bo robi sie noc, a w Nowym Jorku mieszkaja takze i zli ludzie, którzy moga skrzywdzic samotnego turyste z Polski.

    Mieszkalem wtedy na Brooklynie. Byl mrozny styczniowy poranek kiedy nastepnego dnia wybralem sie ponownie na Manhattan. Czekajac na stacji metra spogladalem z podziwem na blyszczace w oddali dwie wspaniale srebrzyste wieze. Oddzielala mnie od nich duza przestrzen wodna. Robilo to ogromne wrazenie. Kiedy wracalem wieczorem, Manhattan oswietlalo zóltawo" czerwone, zachodzace slonce. Wygladalo tak jakby sie przegladalo w tysiacach okien dumnie stojacych wiezowców, w tym takze i "Blizniaków". O mroznym poranku byly srebrzyste, wieczorem zas zlotawe. To byly widoki, które z calej mojej pierwszej i drugiej wizyty w Nowym Jorku utkwily mi najbardziej w pamieci. W tych dwóch symetrycznych wiezach bylo cos magicznego, tajemnego. Sciagaly na siebie spojrzenia i uwage z kazdego miejsca tego unikalnego miasta. Nowy Jork ma kilka symbolicznych miejsc: Statue Wolnosci, Empire State Building, Most Brooklinski. Dla mnie symbolem najwazniejszym byly "Blizniaki". Byly - bo znalezli sie szalency i zbrodniarze, którzy usmiercili ten symbol - mgliste marzenie z odleglego dziecinstwa malego polskiego chlopca, którego sen o Ameryce ograniczal sie zawsze do tego pieknego miejsca, do tych dwóch dumnie stojacych wiez. Ktos kto mi to zniszczyl jest moim smiertelnym wrogiem. Zyje z dala od miejsca tragedii i zaciskam zeby z bezsilnosci. Wyplakalem morze lez i jestem pograzony w zalobie - zalobie po niewinnych i wspanialych ludziach, którym przyszlo tam umrzec, ale takze zalobie po budowli, po symbolu, po przepieknym, tworzonym az 7 lat owocu ludzkiej mysli, wyobrazni i niesamowicie ciezkiej pracy wlozonej w realizacje tego marzenia - marzenia ukazujacego wielkosc i potege Ameryki.

    Janek "YAHUDEEJ@Y" Pawul post scriptum

    Na koniec zacytuje dwa e-maile, które otrzymalem od deejaya YAQ - przyjaciela z Nowego Jorku. Tresc tej wiadomosci streszcza, bardzo trafnie uzytymi slowami, jedne z najtragiczniejszych momentów terrorystycznej napasci na Nowy Jork, na Ameryke.

    ************************************

    Od: YAQ - yaqny@nyc.rr.com
    Do: Janek "YAHUDEEJ@Y" Pawul - yahudeejay@inetia.pl
    Temat: WTC TRAGEDY

    Data: 12 wrzesnia 2001 06:50

    Nowy Jork bez "Blizniaków" juz nigdy nie bedzie ten sam, wraz z nimi zawalil sie jego wizerunek jaki mi sie najbardziej podobal, gdy jadac rano moglem podziwiac dwie lsniace w blasku slonca wieze wystajace ponad wszystko co okala przepiekna zatoke. Dzieki Bogu tego dnia bylem na tyle daleko, ze pozostalem wsród zywych, jednoczesnie bylem tak blisko tego miejsca, ze z przerazenia zatracilem gdzies w odchlani mego umyslu zdolnosc do rzeczowego opowiadania o tym co widzialem, slyszalem i czulem. Jestem w szoku i kompletnie zdruzgotany. Z bliska wygladalo to jak koniec swiata, choc przeciez nigdy nie widzialem konca swiata. Powietrze bylo przepelnione zaklejajacym usta, oczy i nos popiolem. Bylo go wokól pelno az po kolana. Cale niebo okalal dym o niezwykle zlowrogiej woni. Nikt tak na prawde nie wyobrazal sobie, ze te budynki moga sie zawalic. Kiedy opadaly jeden po drugim na ziemie ginelo w ich wnetrzu mnóstwo niewinnych, pragnacych jeszcze zyc ludzi. Inni stojacy na zewnatrz rzucili sie do ucieczki przed spadajacymi zewszad gruzami. Slychac bylo krzyk i lament. Wszedzie pelno bylo porozrzucanych kartek papieru, róznych biurowych przyborów i rzeczy. Nie do zniesienia byl widok ludzkich cial wystajacych spod gruzu i klebami prerazajaco wygladajacego kurzu. Wygladalo jakby wielki wulkan wyrósl w srodku miasta.Gdzie niegdzie lezaly szczatki tych, którzy woleli wyskoczyc przez rozbite okna niz splonac. Wielu ludziom zawalil sie caly swiat, stracili przyjaciól rodziny, bliskich znajomych. Jeszcze inni byli tu tego ranka jako turysci (z calego swiata), którzy pierwszy raz mieli zobaczyc NYC z góry, ze 110 pietra WTC.

    ************************************

    Od: YAQ - yaqny@nyc.rr.com
    Do: Janek "YAHUDEEJ@Y" Pawul - yahudeejay@inetia.pl
    Temat: WTC TRAGEDY
    Data: 15 wrzesnia 2001 20:05

    Codziennie od tego tragicznego wydarzenia przygladam sie reakcji swiata, ludzi wokól, a przede wszystkim Polonii. Na internecie nie brak, posród dokladnych relacji z wydarzenia, pozytywnych reakcji, takze i ludzi których reakcje pozostaja zimne, a dla mnie bezposredniego swiadka wydarzenia - nieludzkie. Wielu "Polaków" oburza sie, ze codziennie na swiecie ginie wiele osób z glodu, a jednak nikt nie oddaje im czci minutami ciszy czy wyciem syren.

    Jakze to krótkowzroczne myslenie. Moge sie zalozyc, ze jesli którakolwiek z tych osób bylaby tylko swiadkiem wydarzen (nie mówiac juz o utracie kogos bliskiego), widziala ludzi skaczacych z 70 czy nawet 100 pieter na pewna smierc, krew niewinnych ludzi - takze i Polaków, nie byloby takich komentarzy. Ludzie zapominaja ze nie tylko Ameryka zostala dotknieta ta tragedia. Zgineli ludzie z calego swiata: Polacy, Niemcy, Japonczycy, Australijczycy. Ktos zadajacy z pogarda pytanie "w czym sa lepsi Ci Amerykanie, ze przed nimi chylimy glowy" nie ma szacunku do calego swiata, dla rodzin Polaków, które zostaly dotkniete tragedia. Ktos inny dziwi sie, ze swiat tak czesto nasmiewa sie z nas Polaków?"

    I jeszcze kilka szczególow z tragedii: "Wiadomosci Amerykanskie sa bardzo mocno ocenzurowane, nikt tu nie pokazuje mobilizacji wojska, ani szczególów akcji poszukiwawczej. Nie jest to dziwne, sam widok wielu szczatków ludzkich, którymi pokryty jest teren objety akcja - wywolalby pewnie masowa panike. Tu nikt nie pokazywal ludzi skaczacych z budynków: jedni uderzali o ziemie, inni skakali trzymajac sie za rece.

    Jednej z kobiet, zanim doleciala do ziemi, cialo rozpolowil znak drogowy.

    W innym przypadku ratownicy poznali, ze reka znaleziona na jednym z dachów nalezy do stewardessy z samolotu, który uderzyl w WTC, poniewaz ta reka byla zwiazana (na pewno przez terrorystów) tym samym drutem co druga.

    YAQ


    ...list nadeslany przez: Jan Pawul.
    data: 20 wrzesien, 2001
    email: yahudeejay@inetia.pl




    Poprzednia Strona | Listy | Wróæ do Góry


    Jezeli chcesz sie wypowiedziec na temat Ataku na USA, wyslij nam email
     

    PolskiInternet.com
    2001