POLONIA W MEKSYKU

A R T Y K U Ł Y
Strona #4

Kontakt:
Inz. Jerzy Skoryna
Delegat na Meksyk Kola b. Zolnierzy AK, i SPK
Retorno 102; No. 29
Lomas de Sotelo
11200 México, D.F.
MEXICO

Tel:      (52) 5-557-3360; Fax: (52) 5-395-0819
Email: jesko44@hotmail.com



...ISKIERKI Z MEGO ZYCIA:
Rosja Pomieszanie Zmyslow i Konceptow, 24-V-01
Bohater Polskiego Lotnictwa, 21-V-01
Medaljon, Dar dla Papieza, 29-IV-01
Tenengo Del Aire. Przepowiednia staje sie rzeczywistoscia, 29-IV-01
Dziecinny Karabin Maszynowy, 12-VII-00
Milosc w Gronie Poetow i Pisarzy Ameryki Lacinskiej, 8-XI-00
Pallotyni w Meksyku i Brazylii, 13-V-00

Organizacje w Meksyku

DZIECINNY KARABIN MASZYNOWY

Bylo to dawno, bardzo dawno, przeszo 60 lat temu, czyli wiecej niz kopa lat wstecz. Pomimo ze mieszkam w Meksyku od 53 lata, po sluzbie w AK, Powstaniu Warszawskim i IIgim Korpusie, oraz wielu przezyciach, to ceremonia jaka miala miejsce przeszlo pól wieku temu, stoi mi przed oczyma i w pamieci tak, jakby odbylo sie to zaledwie wczoraj. A wiec, data: 11 listopada 1938, miejsce: ujezdzalnia Igo. Pulku Szwolezerów, na ulicy Szwolezerów w Warszawie.
A co to takiego specjalnego mialo tam miejsce? Na skale swiatowa, historii Polski, jakiejs okazalej uroczystosci, lub wartosci materialnej, to wlasciwie nic specjalnego ani godengo uwagi nie mialo tam miejsca. Lecz, wlasnie chodzi o te lecz...
Wracam wiec wstecz, o te kilkadziesiat lat, pokrytych kurzem jednej z najkwawszych i najburzliwszych epok ludzkosci, historii Polski i calego swiata. Bylem uczniem SZKOLY RODZINY WOJSKOWEJ - SRW, wraz moja mlodsza siostra, Marytka. A co to byla za Szkola? W 1925 roku z inicjatywy Marszalka Józefa Pilsudskiego powstalo Stowarzyszenie pod nazwa RODZINA WOJSKOWA. W ramach te go stowarzyszenia Pani Aleksandra Pilsudska podjela sie zorganizowania przedszko li i szkól powszechnych dla dzieci rodzin wojskowych. Szkoly te powstawaly tam gdzie stacjonowaly jednostki wojskowe. W Warszawie „za moich czasów” bylo ich trzy. Nasza Szkola na ul. Szucha 29, rogu Nowowiejskiej, na Zoliborzu na ul. Czarnieckiego i na Pradze na ul. 11 Listopada. Do tego przedszkola zaczalem chodzic w roku szkolnym 1931/32. Warto dla historii podkreslic, ze wizytatorka do roku 1936, byla Pani Helena Szalayowa z domu SKLODOWSKA, wybitna osobistosc pedagogii i siostra slawnej Marji Skolodowskiej, odkrywczyni Radu i Polonium. Szkola Ro dziny Wojskowej byla koedukacyjna, gdzie lekcje historii, jezyka polskiego, geogra fii i religii staly sie przedmiotami, które nas, dzieci „powszechniaka” zywo interesowaly, podobnie i jak naszych rówiesników w innych szkolach w calej Polsce. Przed mioty te pasjonowaly nas podniecaly nasze umysly oraz wyobraznie. „Wyprzedzalilismy” lekcje z podreczników, a lektury „pozeralismy”z prawdziwym entuzjazmem. Dla nas wlasciwie indjanie nie egzystowali, natomiast Skrzetuski, Wlodyjowski, Lo nginus, czy Kmicic, byli prawdziwymi bohaterami i wzorami godnymi do nasladowania. Kazdy z nas chcial byc jednym z nich. Nic wiec dziwnego, ze dosc czesto konspiracyjne pseudonimy w AK czy NSZ w czasie okupacji byly brane z imion tych bohaterów. Dodatkowe wplywy na nasze polskie wychowanie mialy ksiazki takie jak: „Krzyzacy”, „Na Tropie Smetka”, „Taczanka”, „Szkola Orlat” i tem podobne.Rozwój Gdyni, „Naszgo Portu”, Marynarki Handlowej, Wojennej, Lotnictwa,Ko lejnictwa, COP´u i wielu innych zdobyczy Polski, napawaly nas w pleni sluszna dum. Wszak byly to NASZE osiagniecia, jak równiez produkcja NASZYCH samolotów RWD, PZL oraz balonów, które okrywaly chwala zwyciestwa na miedzynarodowych zawodach zakrojone na skale swiatowa. Bohaterski lot, ówczesnego Kapitana Stanislawa Skarzyńskiego (którego popiersie juz jako Pulkownika, znajduje sie az tutaj w galerii slawnych lotników na miedzynarodowym lotnisku Stolicy Meksyku) do Brazylii i Argentyny na RWD-5bis, zwycestwa Zwirki i Wigury, Jerzego Bajana w szeregu zawodów lotniczych Challange na okolo Europy, a szczególnie w Berlinie, dawlay nam poczucie, ze Polska stoii w pierwszym rzedzie poteg miedzynarodowych tak w zakresie sportu lotniczego, jak i innych dziedzinach jak n.p.pierwsze miejsca pomiedzy innymi byly zdobyte przez Kusocińskiego, Wasilewiczówna i t.p.
Takie to byly zewnetrzne bodzce w tamtych odleglych, lecz bardzo bliskich, drogich, kochanych i niezapomnianych nam latach. Bodzce które przycznily sie do uswia domienia nam, ze jestesmy Narodem, który kroczy ku swietnosci historycznej z cze go wyplywalo poczucie zdrowej dumy z przynaleznosci do Polski, co bezmiennie trwa do dnia dzisiejszego w naszym, tak starganym, lecz niepokonanym pokoleniu!
Dopelnieniem tych zewnetrznych wplywów, nie mniejsze mielismy w wewnetrznym wychowaniu na lonie rodzinnym, gdzie wspomnienia i opowiadania naszych rodziców z ich walk o niepodleglosc, tak oreznych jak i konspiracyjnych, wraz z bo haterskimi przodkami, na przestrzeni wieków, bylo równolegle z wychowaniem otyrzymanym w szkolach, spelniajac to zadanie w prawidlowym rozwoju naszego pokolenia. Nie mniejszy wplyw mial na nas przedmiot religii, przedstawiajac Polske, jako Naród prawy, „Przedmurzem Chrzesciaństwa”, co w dobitny sposób potwierdzala kanonizacja Sw. Andrzeja Boboli. To wychowanie naszego pokolenia dalo w rezultacie pochlebne spelnienie obowiazku narodowego, zdajac celujaco i bezprzykladnie swój egzamin w czasie II Wojny Swiatowej, na miare przeszlych pokoleń, a moze nawet i wiecej...
Wychowanie podstawowe skończylem w pamietnym czerwcu 1939r. otrzymujac w jako pamiatke, ze specjalna dedykacja, niezapomniana ksiazke, pelna fotografii, dokumentów, map i historii naszej Stolicy pod tytulem: „WARSZAWA WCZORAJ, DZIS I JUTRO”. Tragicznie „jutro” Warszawy bylo zupelnie inne anizeli przedstawione w planach rozwoju tego kochanego miasta.
Nasza wychowawcznia byla Pani Maria Borysewiczowa, opiekujac sie nami przez cale szesc lat „szkrabami powszechniaka”. wykladajac równiez szereg przedmiotów „NASZEJ KLASIE”, bo to byla naprawde tak przez nas nazwana doskonale zgrana „NASZA KLASA”, której wiezly, tylko kilku z nas ocalalych Cudem Boskim, do dnia dzisiejszego lacza nas przyjacielskie wiezi i korespondencja, pomimo odleglosci i róznych kontynentów. Pani Maria byla osoba wyjatkowa o nieprzebranych zale tach, tak jak caly zespól nauczycielski bez zadnego wyjatku, Kolem Rodziców.
Któregos dnia obiegla po calej Szkole Rodziny Wojskowej elektryzujaca nas wiado mosc, ze I Pulk Szwolezerów potrzebuje karabin maszynowy do obrony Polski! Zawrzalo po wszystkich klasach.Pytań bylo bez końca,jaki to jest karabin,kto go produ dkuje,ile kosztuje,kiedy i jak bedzie mozna go zakupic i t.p.? Komentarzy pomiedzy nami bylo bez liku.Kazdy z nas zagladnal do ksiazeczki oszczednosciowej KKO i dochodzil jak mozna rozbic metalowe skarbonki do których kluczyk mial tylko bank KKO.Wnioski,rady i spostrzezenia tego tematu byly szeroko omawiane pomie dzy najwiekszymi naszymi „specjalistami” Po niedlugim czasie okazlo sie, ze MY DZIECI!, Szkoly Rodziny Wojskowej jestesmy w stanie z naszych osobistych oszczednosci zakupic ta potrzebna Szwolezerom broń, na której bedzie wyryty napis: „DAR SZKOLY RODZINY WOJSKOWEJ”, z naszym godlem, którym byla tarcza, wojskowego Orala Bialego, dumnymi literami: S. R. W.!
W końcy KKO po otrzymaniu pozwolenia od rodziców, którzy zawiazali specjalny komitat zakupu, otworzyl nam metalowe skarbonki, a zawarte w nich pieniadze przekazalismy osobiscie na fundusz zakupienia karabinu maszynowego!
W krótce zostala ustalona data ceremonii wreczenia, na 11 listopada 1938 roku. Z wielka emocja oczekiwalismy tego dnia, kiedy to mielismy pójsc do ujezdzalni Igo. Pulku Szwolezerów. Czasu na przerwach bylo za malo na komentarze zwiazane z tym karabinem, ceremonia, kto na niej bedzie i jak to sie odbedzie. Nie mniej miejsca zajmowaly sie domyslania o przyszlosci „NASZEGO” karabinu maszynowego, kto go bedzie mial? Co z nim sie stanie? Czy Szwolezerowie beda od czasu do czasu o nas wspominac? Co bedzie dla nas wielka duma. A mozej jeszcze gdzies on egzystuje? Byly wiec spotkania po naszych domach,aby omówic tak wazne sprawy!
Wreszcie nadszedl tak oczekiwany dzień poswiecenia i przekazania naszego daru. Parami, klasa po klasie, a w jedenj z nich tez byla zemocjonowana moja siostra Marytka, poprzedzana Sztandarem S.R.W., niesinym przez poczet „NASZEJ KLASY”, wszak bylkismy juz OSTATNIM rocznikiem. Do pocztu zostali wybrani moi koledzy: na chorazego Wlodek Drecki, a po bokach Malgosia Kalicińska, obecnie kroni karka „NASZEJ KLASY” i Zbyszek Biedrzycki. Nasze serca rozpierala zrozumiala duma maszerujac z naszym Sztandarem, ze szkoly mieszczacej sie na Al. Szucha, róg Nowowiejskiej, w gmachu Ministerstwa Spraw Wojskowych, Agrikola az do ujezdzalni Igo Pulku Szwolezerów. Wchodzac do ujezdzalni zastalismy juz duzy stól pokryty bialo-czerwonym suknem, na którym byl umieszczony „NASZ” karabin maszynowy. Naprawde wielkie wzruszenie oganelo nas wszystkich, widzac dodatkowo na okolo Szwadron Szwolezerów w pelnym rysztunku. Orkiestra wojskowa tez byla obecna, wiec wszystko bylo jak trzeba. Po chwili pojawila sie wysoka szarza oficerska z jakims Generalem na czele i Kapelanem Wojskowym. Po poswie ceniu naszego daru nastapily przemówienia, proste, zolnierskie, lecz gleboko zapadajace w nasze dzieciece serca, podnoszac nastój, podniecjac nasze umysly, jaka i prawdziwy, szczery, oraz jeszcze mocniejszy patryjotyzm bez zadnych patosów. Ca la ceremonia byla bardzo uroczysta, wzruszajaca, pozostawiajaca niezatarty i pozytywny slad na cale zycie. Bylismy przekonani, ze nigdy Polska nie bedzie rozebrana lub cierpiaca pod obcym jarzmem, a jesli zostalaby napadnieta to potrafi obronic sie sama przed jakims barbarzyńskim najazdem... W niecale dziesiec miesiecy nastal zbrodniczy najazd i agresja z dwóch stron, aliantów z Berlina i Moskwy. Kleska wrzesniowa byla dla nas wielkim wstrzasem, oraz ciosem, lecz duchowo i ideologicznie nas nie zlamala. Mielismy doskonale wychowanie i przyklady przeszlych pokoleń.Bylismy przygotowani do dlaszej walki! Ciagle brzmialo w naszych sercach powiedzenia „Dzuadka”: „BYC ZWYCIEZONYM, I NIE ULEC, JEST ZWYCIESTWEM, ZWYCIEZYC I SPOCZAC NA LAURACH JEST KLESKA”! Tak mpwil Marszalek Pilsudski, któ rego znalismy osobiscie, z naszych czestych wycieczek do parku Belwederu. To powiedzenie pozostalo w naszych sercach i umyslach do końca zycia, schodzacego juz z teatru historii naszego pokolenia.
Dwudziestolecie niepodleglej Polski, wychowalo pokolenia, które stawilo czolo obu krwawym agresjom i okupacjom, tak z zachodu, jak i ze wschodu, walczylo i bralo udzial na wszystkich frontach pola walki: Armia Krajowa, Powstanie Warszawskie, dzieci na barykadach, I i II Korpus na Zachodzie, Lotnictwo, Marynarka i Rzad Pol ski na wychodzstwie, powojenne osiagniecia Kombatantów na wszystkich kontynen tach tego swiata, wiara Kosciola i w końcu SOLIDARNOS daja dobitne dowody i swiadectwo prawdzie, jaka sa i powinni byc Polacy!...
Zartobliwie nazywalismy nasza Szkole Rodziny Wojskowej: „Szkola Rogatych Wolów”, tyle, ze szkola ta wychowala nie „wolów”, lecz niepokonanych „zubrów”.Wielu lu,bardzo wielu Kolegów i Kolezanek bohatersko oddaly swoje zycia na Polu Chwa ly, jak na przyklad bracia Jurek i Janek Kondratowiczowie, Basia Nawrocka i dziesiatki innych. Nieznane losy sa wielu innych jak n.p. Jurka Goszczyńskiego. Ci którzy mieli szczesie przezyc jak Krzys Gluchowski zamiszkaly w Rio de Janeiro, Jurek Zaleski w Londynie, Romek Ratomski w Poznaniu, Malgosia Kalicińska nasza kronikarka, Krysia Drecka,Hala Zywicka, Mila Koiszewska i Janek Wisniewski mie szkaja w Warszawie,a Marysia Radzicka w Gdyni, natomiaast ja tez daleko bo az w Meksyku, oraz niezapomniany juz niezyjacy Janek Falewicz. Wszystkie One i Oni, z pelnym zaparciem sie siebie i calkowitym oddniem zapelniali szeregi konspiracji, AK, NSZ, oraz II Korpusu, dzialajac nieskazitelnie i bez granic na rzecz Polski!
Widzac obecna sytuacje Polski, staje przed nami pytanie: Czy obecne po PRL´owskie pokolenie, byloby w stanie zakupic ze swoich dzieciecych oszczednosci karabin maszynowy, a pózniej stanac bezkompromisowo w obronie Ojczyzny? Oby dobry Bóg nie stawil tak obecnego, jak i przyslych pokoleń Polski do podobnego egza minu jaki nam byl dany, którzy odchodzimy juz na „wieczna warte!.. Tacy bylismy i nadal jestesmy, jak dzieci, dajacy „DZIECINNY KARABIN MASZYNOWY”!...


Inz. Jerzy Skoryna

Meksyk Stolica, 12.VII-00

Wrócic na Poczatek


MILOSC W GRONIE POETÓW,
i PISARZY AMERYKI LACIŃSKIJ

W Meksyku od maja 1982r. egzystuje stowarzyszenie poetów i pisarzy pod nazwa „CULTURA y FRATERNIDAD DE MEXICO - KULTURA I BRATERSTWO MEKSYKU, stworzone przez jednego z pierwszych poetów Ameryki Lacińskiej i Ambasadora Honorowego Kultury Ekwadoru, Henryka Kronfle. Stowarzyszenie to, zostalo zalozone w Guayaquil w 1966r. w przez sla wnego poete i dziennikarza Ekwadoru, Francisco Perez FebresCordero. „Cultura y Fraternidad" jest obecnie jednym z najbardziej prestyzowych ugrupowań kulturalnych Ekwadoru i Meksyku.
Corocznie organizuje sie Festywal w Stolicy Meksyku, na który przybywa „smietanka" intelektualistów, poetów i pisarzy tak meksykańskich, jak i zagranicznych. W tym Jubileuszownym 2000 roku Festywal mial miejsce w dniu 8 listopada w „Club de Leones", pod tytulem „AMOR" - „MILOSC".
Zstalem zaproszonym abym pod tym tematem przedstawil jakas moja prace. Znajac podejscie lacińczyków do tematu milosci, postanowilem, wbrew ogólnemu pojeciu i podejsciu do „milosci", siegajac do dawnych mlodzieńczych wspomnień, doswiadczeń, oraz przezyc, z tamtego, bujnego okresu mego zycia lat trzydziestych, Szkoly Rodziny Wojskowej, Armii Krajowej, IIej Wojny Swiatowej, -powojennych wypadków. spotkań z Ojcem Swietym, Janem Pawlem II na czele i SOLIDARNOSCIA.
Dosc starannie, lacz w stylu telegraficznym, przygotowalem moje wystapienie, nawiazujac do wpojonych nam konceptów milosci do. BOGA, HONORU I OJCZYZNY, rozbijajac ten temat na cztery czasci, dajac w kazdej z nich jakis przklad z wydarzeń z historii Polski, nawiazujac je do kazdego z osobna konceptu. Natomiast w czwartej czesci dobralem takie wypadki, które przedstawialy dzialnie wszystkich trzech konceptów razem. Postawilem sobie za zadanie pokazc Polske, jaka ta "Polonia Semper Fide lis" z kilku wybranych fragmentów naszej tysiacletniej historii, starajac sie to zmiescic w przeznaczonym i to krótkim czasie jakim kazdy z nas dysponowal. Do pewnego stopnia bylem zadowolny sam z siebie, bo „wszystko gralo", a temat byl zupelnie niespodziewany i nieznany lacińskiemu otoczeniu poetów i pisarzy.
Byl wiec Chrzest Polski, Jan Sobieski i Wiedeń; dotrzymywanie ukladów, od Napoleona do Ailiantów, powiedzenie Min. Józefa Becka 5-V-39 w Sejmie: „My w Polsce nie znamy pojecia pokoju za wszelka cene. Jest jedna tylko rzecz w zyciu ludzi,narodów i państw, która jest bezcenna. Ta rzecza jest honor".Uwidocznilem udzial udzial Polaków w walce o niepodleglosc Haiti, Stanów Zjed.; budowe Gdyni, odbudowe Warszawy i Polski; lot Plk. Stanislawa Skarzyńskiego w 1933r. do Brazylii i Argentyny, doda jac inne fakty historyczne, i tytulY jakimi Polska moze sie poszczycic,jak n.p.„Polska Przedmurzem Chrzescijaństwa" i t.p. Zakończylem tematem SOLIDARNOSCI, rozbicie Paktu Warszawskiego, „Bloku Socjalistycznego" i Muru Berlińskiego. Pokresli lem szczególna role Ojca Swietego Jana Pawla II, kierujacego sie wlasnie ta miloscia do BOGA, HONORU I OJCZYZNY.
Wyjechalem z zona na czas, przebijajac sie przez gestwine ruchu ulicznego, jaki w Meksyku nie jest maly i nie do pozazdroszczenia, bedac przekleństwem kazdego, który posluguje sie samochodowym srodkiem lokomocji. Prawie dojezdzajac do klubu, zorentowalem sie ze,... napisany tekst nie wzialem ze soba. Zawrac przy szczycie ruchu do domu bylo niemozliwe i stanowczo za pózno. Mówi sie trudno i zyje dalej, wszak zasadniczo nigdy nie czytam, chyba, ze tego wymaga dokladnosc tekstu, inaczzej to we wszystkich moich wystapieniach mówie z pamieci, wiec i tym razem bedzie tak samo, choc czas byl obliczony co do seku ndy. Byl to jedyny problem z którego niezupelnie wiedzialem jak wybrnac i jak go mierzyc?
Po przybyciu do klubu, gdy organizatorom powiedzialem, ze bede mówl z pamieci, poniewaz tekst zapomnialem zabrac z domu, zdebieli, zbledli, wybitnie wyszlachetnieli i bardzo powaznie zaniepokoili sie, tak co do jakosci samego mego wystapienia, jak i do zchrynizowania sie z bardzo skrupulatnie wymierzonym czasem. Jedynie ten ostatni punkt troche mnie niepokoil. Zorientowa em sie,ze mówcy dla porzadku bedziemy w pierwszym rzedzie, wiec poprosilem mego szczerego przyjaciela i glównego organizatora, Henryka Kronfle, aby palcami przed końcowymi piecioma minutami dyskretnie pokazywal mi ile ich sie zostaje, w celu skomponowania odpowiedniego zakończenia mego wystapienia.
Na malej serwetce zaposalem z pamiecie tylko glówne tytuly tematów i tak uzbrojony, jak przyszla na mnie kolej stanalem na trybunie przed mikrofonem, patrzac sie na sale i od czasu do czsu na place Henryka. Poszlo mi latwo, kończac moje wystapienie 30 sekund przed wyznaczonym czasem! Zupelnie niespodziewanie otrzymalem, jak mi sie wydawalo niekończace sie oklaski, bedac uznanym jako drugi po poecie Henrykiem Kronfle, i jedynym który wystapil bez czytania...
Po skończonych wystapieniach, juz przy kieliszku wina i obfice zastawionych stolach, zostalem oblezony przez dystyngowane osobistosci, otrzymujac szczere gratuluje, w pierwszym rzedzie z wybranego tematu, przedstawiajac go bez czytania, pamieci w przytaczniau wypadków, dat, jak i wypowiedzi; podkreslajac, ze jedynie Polak, w tak doskonalej formie moze przedstawic temat milosci do Boga, Honoru i Ojczyzny!
Tak sie zakończyl niezapomniany wieczór pod tyt.„MILOSC"w gronie Poetów i Pisarzy Ameryki Lacińskiej,na Azteckiej ziemi.

Meksyk Stolica, 8-XI-00

Wróc na Poczatek


PALLOTYNI W MEKSYKU I BRAZYLII

Mialem okazje brac udzial w IV Kongresie Polonii Ameryki Lacińskiej jaki ostatnio mial míejsce w Kurytybie. Zaszczycili nas swoja obecnoscia Ks. Arcybiskup Szczepan Wesoly, przybyly specjalnie z Rzymu, Prezes Wsólnoty Polskiej Prof. Andrzej Stelmachowki z Warszawy, Delegaci i Reprezntanci ze Stanów Zjednoczonych, Anglii i innych kraii, oraz zjezdzajacy sie czlonkowie Polonii z calego Kontynentu Ameryki Lacińskiej. Na tym miejscu równiez jest niezbedne podreslenie, ze dzieki Przesom, Riziowi Wachowiczowi BRASPOL´u i Janowi Kobylańskiemu USOPAL´u, Kongres ten zostal zorganizowany na wielka skale, przechodzacy wszelkie nasze oczekiwania. W drodze powrotnej do Meksyku, mialem okazje zatrzymania sie w Rio de Janeiro. Tutaj tez otrzymalem bardzo mile, serdeczne, przyjacielskie i kolezeńskie przyjecie. Pierwszy dzień poswiecil mi mój kolega, Krzys Gluchowski, jeszcze z czasów przedszkola, powszechnej Szkoly Rodziny Wojskowej, AK i II Korpusu, pokazujac mi miejsca zwiazane z Polska, oraz przedstawiajac mnie w Polskim Klubie.
Nastepne dwa dni wzieli mnie pod swoja czula opieke Ksieza Pallotyni SAC, zapraszajac do swego Seminarjum, pomimoze nie jestem, ani nie mam powolania do zycia zakonnego.W ten sposób,dzieki Ks.Delegatowi Tadeuszowi Domańskiemu i Ks. Rektorowi Markowi Karnemu, którzy obwiezli mnie na zmiane, moglem poznac Rio de Janeiro jako turista, wlacznie z Glowa Cukru, Chrystusem na górze Corcovado, fortem Sw. Sebastjana, mostem o dlugosci 14 kilometrów, cuda które nie bede opisywal poniewaz na pewno takowe lepiej sa opisane w podrecznikach geografii i broszurkach turystycznych. Moje wspomnienia i wrazenia poswiece miejscom prac naszym dzielnym Ksiezom Pallotynom SAC, z prowincji Poznańskiej, miejsca które, zapewne nie znajduja sie w tych specjalistycznych dzielach geografii, czy tez przewodnikach turystycznych.
Seminarjum choc znajduje sie w miescie, to jednak polozone jest daleko od centrum. Río de Janeiro. Byla stolica Brazylii w porównaniu z Meksykiem jest miastem dlugim i waskim, pomiedzy brzegiem wielkiej zatoki i górami. Budynek seminaryjny jest obszerny, nowoczesny, nawet z winda, na której naparawe Ksieza czekaja od wielu "wczoraj" i zapewne na tylez "jutro", zanim zaczne chodzic w dól i w góre, a moze nawet w prawo i lewo.Wszak znajdujemy sie w kraju Ameryki Lacińskiej, gdzie z czasem nie duzo sie liczy, bo zawsze na wszystko jest czas, jak i wszystko najlepiej sie naprawia... Seminarjum pod bacznym okiem Ksiedza Tadeusza Domańskiego i Marka Karnego, "chodzi jak w zegarku". Ks. Marek prosil mnie abym wieczorem opowiedzial cos o Meksyku i o moim wlasnym tam zyciu. Zauwazylem, ze nie mam powolania na duchownego, szczególnie ze wzgledu na dyscypline, której w woj sku zasmakowalem, ze trzeba zawsze stawac na baczonosc i wykonywac rozkazy, które nie zawsze byly zbyt madre. Podobnie jest i w zyciu duchownym. Smiejac sie, Ks. Marek odpowiedzial, ze po takiej pogadance to chyba niewielu seminarzystów pozostanie w Seminarjum. Obawy okazaly sie plonne, bo cos takiego nie nastapilo i codzienna discyplina nie poniosla zadnego szwanku. Po przespanej pierwszej nocy zrozumialem lepiej obawy Ks. Marka... Cela jaka mi dano byla bardzo przyjemna, wiecej niz wystarczajaca dla seminarzysty.Waskie lózko, kszeslo, pólka na ksiazki, biurko obszerna szafa w murze, wentylator i lazienka. Natomiast kladac sie zastala mnie pallotyńska niespodzianka lózko z materacykiem cos jak z gabki , byl chyba grubosci nie wiecej od kilku malych centymetrów, a pod nim... deska!...Twrdo i slisko, nic podobnego do mego malzeńskiego loza. Ratunku w tej sytuacji nie moglem sie spodziewac z zadnej strony, wszak bylo juz bardzo pózno w nocy. Spalem jak nalezy i przystalo w podobnym stanie rzeczy. Na zajutrz pochwalilem te warunki seminaryjne, podkreslajac róznice jakie istnieja pomiedzy stanem, oraz stopa zyciowa Pallotynów i normalnego grzesznika. Stalo sie rzecza oczywista i widoczna dla wszystkich, ze Ksieza Pallotyni sa oswieceni Duchem Swietym, bo na nastepna noc, jakims Cudem Boskim materac byl inny, deska znikla i, spalem „jak susel"! Po sniadaniu bylem ciekawy zobaczyc kosciól jaki znajduje sie na przeciwko Seminarjum po drugiej stronie ulicy gdzie Ksieza Pallotyni wybudowali duzy i ladny kosciól pod wezwaniem Milosierdzia Bozego, który robi imponujace wrazenie swoja wielka struktura na zewnatrz.. Moglem zauwazyc, ze nasi ksieza robia bardzo dobra robote i szeroko sa znani na tamtym terenie. Nastepnego dnia, Ks. Delegat Domański zawiózl mnie do pieknej dzielnicy Itaipú, po drugiej stronie zatoki, po przez wspomniany poprzednio most o prawie 14 km. dlugosci, gdzie znajduje sie kosciól Pallotynów, pod wezwaniem Sw.Sebastjana, prowadzonym przez Ks.Prbo. Jana Stawickiego. Piekne míejsce, polozone prawieze nad plaza z czystym miekim piaskiem, zupelnie niepodobnym do pallotyńskiego normalnego loza, palmami i innymi drzewami poludnia,roslinnoscia tropikalna,oraz cudownym widokiem na zatoke wraz z Rio de Janeiro,Corcovado widocznymi po drugiej stronie "wielkiej wody". W Itaipú przez wiele lat zyli moi przyjaciele, Ks.Zbigniew Lewandowski, obecnie Proboszcz w Tenango del Aire, wraz z Ks.Tadeuszem Korbeckim. W milym towarzystwie i przy opowiadaniach Ks. Jana Stawickiego, który z nostalgja wspominal ich obecnosc w Brazylli, obecnie Ksiezy "meksykańskich" którzy pozostawil za soba wiele wspomnień i anegdotek.
Jeszcze przed wylotem do Brazylii, Ks. Zbyszek prosil mnie o przywizienie trzech prysznicy, jakies inne drobiazgi i… troche piasku z pobliskiej opisanej juz pieknej plazy. To „zamówienie" zdzwilo niepomiernie moich Duchownych gospodarzy, którzy powiedzili, ze w ciagu calego wieloletniego swego pobytu, Ks.Zbyszek byl nie wiecej niz dwa razy na tej plazy. Natomiast na zewnatrz pokazno mi kończaca sie budowe groty, zaczeta przez naszych „meksy kańskich" Ksiezy Pallotynów, i "meksykańskich bohaterskich pionierów" w Tenango del Aire.. Wedlug zyczeń moich Azteckich Bohaterów, serdecznie pozdrowilem stareńka kucharke, murzynke, mówiac, ze przywoze pozdrowienia i usciski z Meksyku od Ksiedza Zbyszka i Tadeusza, co do glebi ja wzruszylo powodujac rzewne poplakiwanie. W naszej rozmowie przy kieliszku soków, uslyszalem ciekawa i nieprowdopodobna wersje, o jakobej motywacji w powzieciu decyzji w zalozeniu pierwszej placówki Pallotyńskiej w Meksyku. Wedlug tej wersji, w pelni blednej i nieprawdziwej, miala to byc "zaplata" za posag Jezusa Milosierdzia Bozego, jaki Meksyk ofiarowal Czestochowskie mu Miedzynarodowemu Centrum Milosierdzia SAC, prowadzonym przez Ksiezy Pallotynów.
Prawda jest zupelnie inna. Moge to mówic z cala odpowiedzialnoscia i pewnoscia, poniewaz w tej sprawie caly czas bralem bezposredni i osobisty udzial, wiec znam ta historie "od poszewki".0tóz, Meksyk pragnal ofiarowac ten posag Polsce. Ze wzgledu, ze od bardzo dawna znam Ks. Prymasa, Kardynala Józefa Glempa, poproszono mnie abym przedstawil mu cala ta sprawe, oczekujac aby On wskazal jakies godne miejsce na umieszczenie tego monumentu. W sierpniu 1992r. bylem w Warszawie spotykajac sie z Ksiedzem Kardynalem, który wyrazil swoje zyczenie aby ten prezent zostal przekazany Sanktuarjum Milosierdzia Bozego w Czestochowie, prowowadzonym wlasnie przez Ksiezy Pallotynów SAC. Niedlugo po powrocie do Meksyku, zawiadomiono mnie z Polski, ze Ks. Prowincjal Leslaw Gwarek SAC ma przybyc do Meksyku, po swojej wizytacji w St. Zjednoczonych. Osobiscie podejrzewam, aby sprawdzic czy rzeczywiscie taki posag wogule istieje. Wykorzystujac ta sytuacje przyszla mi idea, ze byloby bardzo pozyteczne miec Ksiezy Pallotynów w Meksyku. Znajac tez od bardzo wielu lat Ks.Biskupa Diecezji Netzahualco. yotl, José María Hernández González, zaptalem czy chcialby miec wiecej ksiezy w swojej Diecezji. 0trzymalem odpowiedz pozytywna, wiec zaproponowalem Ksiezy Pallotynów, na co Ks Biskup z wielka przyjemnoscia przystal. 0 tej propozycji Ksieza Pallotyni NIC NIE WIEDZIELI, ani nic im na ten temat nie pisalem. Dopiero na miejscu, po przybyciu, zaznajomilem Ks. Prowincjala o tej sprawie, która wielce go zaszokowala, poniewaz Zgromadzenie nie mialo w planach, ani wogule na mysli Meksyku. Jednym slowem kraj Azteków byl biala plama w geografii, oraz pro jektach Ks. Pallotynów. Te zaproszenie potwierdzil osobiscie Ks.Biskup w czasie naszego spotkania z Ks. Leslawem Gwarkiem, w którym bralem jak zawsze udzial, co bylo dla niego prawdziwym zaskoczniem; odpowiadajac, ze Zgro madzenie nie ma Meksyku w swoich planach, przyczem nie maja Ksiezy, tym mniej przygotowanyc na ich wyslanie do tego kraju.
Cala sprawa ciagnela sie przez cztery lata. Sterty korespondencji, tlumaczeń na, i z hiszpańskiego byly wymienione, az wreszcie, znalezli sie bohaterscy ochotnicy do objecia parafii w Tenango del Aire, tuz pod Meksykiem, z kosciolem z XVII wieku i terenem pod budowe o powierzchi trzech hektarów.Tymi Bohatermai byli Ks. Pbo. Zbigniew Lewandowski, a nastepnie Ks. Adam Suszko a na koniecTadeusz Korbeckiz Brazylii. Jak po raz wtóry przylecial Ks. Prowincjal do Meksyku to widzac ten objekt wukrzyknal: "toz to jest prawdziwa Forteca".W końcu zadecydowano, ze, Pallotyni z Tenango del Aire, maja objac swoja praca caly kraj, wraz z Ameryka Srodkowa. W ten sposób jako ochotniczy z Brazylii przybyli Ks. Prbo Zbigniew Lewandowski, Ks.Tadeusz Korbecki, a Ks.Adam Suszko z Polski.
W ciagu niecalych dwóch lat od przybycia, na poczaatek samotnego Ks. Lewandowskiego od pierwszego rzutu oka mozna zauwazyc wielkie zmiany. Kosciól razem z odbudowana wieza z daleka lsni sniezna bialoscia.To samo mozna powiedziec o wejsciu do klasztoru i jego poteznych sklepieniach wraz z lukami. Przed wejsciem do Swiatyni zostal sprawiony odlew posagu Milosierdzia Bozego z tej samej matrycy, co dar dla Polski, znajdujacy sie w Czestochowie. Wierni zapelniaja kosciól, co poprzednio nie bylo zbyt czestym zjawiskiem. Swieta jak Boze Narodzenie, Wielkanoc i nowo wprowadzony kult Milosierdzia Bozego nabraly swego nowego kolorytu i powagi. Z tego co dzieje sie obecnie w Tenango del Aire, i to co zobaczylem w Brazylii,zwiastuje, ze ta pierwsza placówka Ksiezy Pallotynów w Meksyku, wczesniej niz mozna to przypuszczac rozwinie sie z malego pisklecia w poteznego orla, obejmujacymi swymi skrzydlami caly Meksyk wraz z Ameryka Srodkowa!... TENANGO DEL AIRE FIESTA (SWIETO) MILOSIERDZIA BOZEGO.
Najlepszym dowodem pracy Ksiezy Pallotynów SAC w Tenango i zbiór pierwszych owoców, bylo uroczyscie obchodzone ostatnie swieto Milosierdzia Bozego w niedziele 30 kwietnia, dniem w którym byla kanizowana Swieta Faustyna Kowalska. Program jaki przygotowali Ksieza Pallotyni byl naprawde imponujacy, a co najwazniesze, wykonany w przeszlo stu procentach. Od 6ej zrana ludnosc miejscowa zbiegla sie do koscila spiewajac tak zwane „Mańanitas", cos w rodzaju porannej serenaty, ku czci Milosierdzia Bozego, poczzem zostala odmówiona koronka i celebracja dwóch Mszey Swietych. Pierwsza o 7ej., a druga dla dzieci o 9.30.
Z duzym zapasem czasu, przed skierowaniem sie do Tenango del Aire, zajechalem do kosciola M.B. Czestochowskiej w Meksyku Stolicy, aby przekazac materialy ilustracyjne do mojego wieczornego opowiadnia o historii Jasnej Góry. Z tego skorzystal Ks. Proboszcz Germán Saniz Jiménez dadajac mi niespodziewany email z Watykanu, w którym byl zamiszczony zyciorys Sw. Faustyny Kowalskieji, wraz z detalami programu watykańskich uroczystosci kanonizacji. Dziekujac szczerze za ten podarunek, ruszylem z cala rodzina do Tenango del Aire. Juz wjezdzajac do tej miejscowosci przywital nas niespodziewany ruch, jaki w normalnych niedzielach nie egzystuje. Samochody na prawo i lewo, autobusy i inne pojazdy podobnego rodzaju. Wjazd do kosciola byl zamkniety zmuszajac nas do objechania poteznego "warownego" muru z bloków lawy, aby mozna bylo wjechac na otwarty wielki teren przeznaczony dla przyszlego Sankturjum Milosierdzia Bozego i budowy pomieszczeń parafialnych. Sa juz widoczne pierwsze robo ty ziemne i poczatki murów, tego samego stylu co zewnetrzne, jakie maja oddzielac Swiatynie od reszty zabudowań. Przechodzac od tylu "fortecy" zobaczylismy swiezo posadzone przez Ks. Zyszka drzewka owocowe pod przyszly sad, jak i warsztat Ks Tadeusza, w którym cígale cos pozytecznego "dlubie". Poszukalem Ks.Zbigniewa, pomiedzy zgromadzonym juz tlumem przed kosciolem i oltarzem ustawionym na zewnatrznym podjum o wymiarach 12 x 6 metrów i 1.40 wysokosci, co sprawialo imponujacy widok; szególnie, ze zostaly zawieszone brezenty chroniace od upalnego meksykańskiego slońca, tak caly Oltarz jak i wiernych. Szukajac po róznych zakatkach „fortecy", wreszcie zlapalem Ks.Zbyszka, który groznym gromkim glosem, niby general, który nie zna oporu, ani demokracji, nakazl mi abym poszedl do salki przyjec, gdzie juz znajduje sie Ks.Biskup. Bylo to dla mnie zaskoczeniem; wszak brakowa la jeszcze cala godzina do rozpoczecia uroczystosc, która byla zapowiedziana na godz. 14.00. Jak zawsze, Ks.Biskup Hernandez byl pelen prawdziwej przyjazni, razem z innymi duchownymi, miedzy którymi znajdowal sie tez ks. pralat Pedro Ituarte,, który bral udzial w pielgrzymce do Czestochowy w 1994 roku, na poswiecenie posagu,daru Meksy ku dla Polski. Ks. Biskup z entuzjazmem opowiadal o swoich przezyciach w Polsce.W czasie tej rozmowy wreczylem Ks.Biskupowi email z Watykanu, otrzymany w kosciele Czestochowskim, który sprawil mu widoczne zadowolenie i radosci, dodajac, ze w czasie tej uroczystej Mszy Sw., w której poswieci Kamień Wegielny pod budowe Sanktuarjum Milosierdzia Bozego, wlaczy tekst tego dokumentu do swojej homilii.
Nastal juz czas na uroczysta Msze Sw. Wchodzac na naprawde bardzo duzy dziedzinic przed kosciolem trudno bylo uwierzyc. Tenango del Aire liczy tylko cztery tysiace mieszkańców, a przed swiatynia i placem,wedlug obliczeń miejscowych ludzi, zebral sie tlum z prawie szescioma tysiacami dusz! Ta "nadwyzka" byla spowodowana obecnoscia pelgrzymek z innych pobliskich i dalszych okolic.Wiesc propagowana przez naszych Ksiezy o Milosierdzu Bozym, rozchodzi sie duzym duzym echem z Tenango del Aire, a poswiecenie Kamienia Wegielnego pod budowe Sanktuarjum jeszcze bardzi podenca ludzi w wierze.. W tlumie na pierwszych miejscach znalazl sie Pan Ambasador RP Gabriel Beszlej z malzonka i szesciorgiem swoich dzieci, szereg czlonków Polonii Meksykańskiej, miejscowe wladze, a przy 0ltarzu dwóch Ksiezy pralatów, trzech dziekanów i czterch ksiezy przybylych specjalnie na ta ceremonje. Brakowalo tylko Ks. Adama, „opuszczonego" i pozostawiony samemu sobie „na placu boju", przez licznych ksiezy, którzy od 6ej. rano, wspólnie spowiadali, odchodzac do koncelebrowanej Mszy Sw. z Ks. Biskupem.
Pomiedzy tym tlumem, w pelnym porzadku przeszedl ceremonialnie calay orszak duchownych w liturgicznych szatach, wraz z Kamieniem Wegielnym pod budowe Sanktuarium, poprzedzajac Ks. Biskupa, dochodzac po specjalnie na ta okazje artystycznie wykonanych kolorowych „dywanów", ulozonych z wiórek na aleji po przez caly dzidziniec, zakończony wizeunkiem Chrystusa Milosierdzia Bozego. U stóp oltarza, pomiedzy kwiatami, wierni ustawili swoje obrazy Milosierdzia Bozego aby zostaly poswiecone w czasie Mszy Sw. Przez Ks. Biskupa. Na Oltarzu zostala umieszona figurka M.B. Fatimskiej, przywieziona przez Ks. Proboszcza. Zbyszka Lewandowskiego, powracajacego ze swoich wakacji w Polsce, a pozniej obraz juz Sw. Faustyny Kowalskiej, specjalnie namalowny w Meksyku na ta okazje przez miejscowa malarke.
Sama uroczysta Msza Sw., tez nalezala do rzedu niecodziennych. Ks. Biskup w czasie swojej dlugiej homilii bardzo serdecznie wspominal Polske i jego historyczna pielgrzymke do Czestochowy, podreslajac szeroko rozwiniety kult do Milosierdzia Bozego, walory duchowe jakie juz gleboko weszly w zycie katolickie w Polsce, poczem odczytal caly tekst z watykańskiego internetu, jaki otrzymal dzieki uprzejmosci Ks. Proboszca kosciola M.B. Czestochowskiej. Mialem przywilej odczytania drugiej lekcji, a Pan Ambasador zostal zaproszony do specjalnego wystapienia, w którym podkreslil lacznosc i przyjazń jakie egzystuja pomiedzy Polska i Meksykiem, krajami tak odleglymi od siebie, a jednek duchowo i charakterem bliskimi sobie. W czasie Mszy Sw., huk salw ogni sztucznych mogly przypomnic nieprzyjacielski nalot bombowy, odpierany przez artylerje przeciwlotnicza. Poswiecenie przez Ks.Biskupa Kamienia Wegielnego pod budowe Sanktuarjum Milosierdzia Bozego, bylo bardzo wzruszjace. Wszak niecale dwa lata temu jak zjawili sie Ksieza Pallotyni, a juz i Kamień Wegielny zostal poswiecony! Równiez zostal poswiecony obraz juz Sw. Faustyny Kowalskiej, oraz figurka M.B. Fatimskiej, która bedzie sluzyla do wkorzenienia Jej kultu wraz z Rózańcem. Pierwsza akcja w tym kierunku zaczela sie 1 maja, idac szczególnie sladami Ojca Swietego, 13 maja kiedy to Namistnik Chrystusowy blogoslawil dzieci w Fatimie. Moznaby powiedziec, ze nasi Duchowni chca mierzyc sie z Panem Bogiem w szybkosci budowy. Pan Bóg w ciagu "siedmiu dni stworzyl swiat", wiec chyba w podobnym czasie Pallotyni pragna wybudowac Sanktuarjum, Milosierdzia Bozego.... Takie mysli nasunely mi sie, kiedy niespodziewanie zerwal sie silny wiatr, jakby podkreslajac potege Boga, jak i znaczenie nazwy Tenango del Aire, co tlumaczniu znaczy poprostu: „Tenengo z Wiatru".Wiatr ten mial naprawde swoista wymowe. Procesja oddaania Hostjaii Wina, plus dodatkowe ofiary wiernych w postaci obrazu wymienionego obrazu Sw. Faustyny, obrusu, puszke na hostje, kielich, ornat, wino wraz i inne prezenty dla „naszego" kosiola w Tenango del Aire.
Tez rzecz charakterystyczna, mozna powiedziec, ze chyba prawie wszyscy obecni przystapili do Komunii Sw., co na pewno jest niemalej miary zasluga Ksiezy Pallotynów, pod przewodnictwem Ks. Proboszcza Zbyszka Lewandowskiego. Jak na potwierdzenie moich mysli, co do tematu prac Ksiezy Pallotynów, zostala przedstawiona przez studen tów Uniwerytetu miasta stolecznego Stanu Meksyku w Toluca, przedstaiona Ks. Biskupowi, oraz obecnym, makieta przedprojektu Sankturajum Milosiedzia Bozego i ewentyalnych zabudowań parafialnych. Byla to zupelna i nieoczze kiwana ngiespodzianka. Uniwersytet w Toluca i studenci fakultetów architektury i inzynierii podjeli sie pomóc polskim Pallotynom w Tenango del Aire w opracowaniu planów, pracach budowlanych i otrzymaniu róznych potrzebnych pozwoleniach, aby ta nowa placówka pallotyńska mozliwie jak najszybciej, co nie znaczy, ze jutro, mogla „stanac na nogi". Na tym miejscu jest niezbedne podkreslenie, ze w tej przyjacielskiej pomocy Uniwersytetu w Toluca, biora czynny udzial profesorowie obu falkultetów, jak i wladz uniwersyteckich, co w duzej mierze zaoszczedzi w wydatkach, jak i specjalnych upowaznień budowlanych ze wzgledu, ze ten objekt Ksiezy Pallotynów jest zakatalogo wany jako zabytek historyczny, co pociaga za soba rózne ograniczenia, które musza byc spelnione, aby nie zaklucaly obecnego stylu, ani wartosci historycznych. Wierni z Tenango del Aire tak materialnie, jak i moralnie wspomagaja naszym Ksiezom Pallotynom SAC w tym dziele, jednak ich mozliwosci tak z punktu widzenia nielicznej liczby mieszkańców tej malej miejscowosci jaka jest Tenango del Aire, jak i ubustwa jest niewielka, pomomo najlepszych checi. Z tego powodu naprawde powazana pomoc materialna z zewnatrz jest niezbedna!... Po Mszy Sw., zostala odmówiona Koronka, jako Godzina Milosierdzia Bozego. Ks. Biskup schodzac od Oltarza sporo jeszcze czasu poswiecil na rozmowy z tlumem wiernych zebranym przed Koscilem, chodzac pomiedzy nimi, zanim wrócil do zakrystji aby sie przebrac, na co duzo czasu czekali duchowni z jego otoczenia.. Natomiast na podjum gdzie znajdowal sie Oltarz dwe regionalne pary taneczne przedstawily typowe tańce swego rejonu. Jedna z Telmananco w strojach i piuropuszach indjańskich, a z Texcoco w strojach swojego zakatku Meksyku. Na tym miescu wato wspomniec, ze te tańce, sa dla, i ku czci Swietej, lub Swietego, którego dzień sie obchodzi, a nietylko ku uciesze widzów, których naturalnie nigdy nie brakuje... Czesto tez wystepuja w podobnych okazjach wie ksze. zespoly. Te zwyczaje, pelene kolorytu, rytmu i melodii, w Europie sa nieznane, a w Meksyku pochodace z jesz cze z czasów pogańskich, z epok przed podbiciem ziemi azteckiej przez Hiszpanów, a obecnie wchodzace w zwycza je tego kraju. Naturalnie nie braklo jednego malowniczego zespolu modziezowego, zwanego tu „Estudiantina", który wykonal szereg pieknych, melodyjnych i wesolych piosenek. „Esdtudianina" zazwyczaj jest tworzona przez mlodziez akademicka, biorac udzial w róznych wystepach, konkursach miedzy uczelniami, nocnymi serenatami i jak w tym wypadku w uroczystosciach koscielnych. Ten zwyczaj dawnych czasów przyszedl z Hiszpanii, zakorzeniajac sie gleboko w Meksyku, spawajac sie z tradycja i kultura meksykańska.
Na placu, przed wejscem na teren kosciola, nasi Ksieza, wraz z ich parafianami, nie tylko zatroszczyli sie o duchowe potrzeby wiernych, lecz tez i o cielesne, organizujac kramy z posilkami dla przybylych na ta uroczystosc uczczenia Sw. Faustyny Kowalkieej i poswiecenie Kamienia Wegielnego pod Sanktuarjum Milosierdzia Bozego. Rzecz bardziej niz zrozumiala, ze te miejsca, przeznaczone na gaszenie spragnienia i glodu, mialy wielkie powodzenie. Objad jaki sprawili Ksieza, chyba dla szesciesieciu osób, tez byl bardzo przyjemna niespodzianka.Wszyscy wiedza, ze nasi Duchowni nie maja zadnej pomocy domowej, a o kucharce to nawet marzyc nie mozna w najsmielszych snach.Wszystko sami sobie przyrzadaja, wiec, jak bylo z tym bankietem, a szczególnie z deserem zlozonym z pysznych ciasteczek pieknie przyzdobionymi czesciami owoców, co wygladalo jak bukiet, wymagalo wielkiego nakladu czasu? To mieszkankańcy Tenango del Aire, aby pomóc Ksiezom i nie przyniesc im wstydu i samym sobie, sami sporzadzili cala ta uczte! Atmosfera byla swojska, pelna uroku i swobody, której przewodzil Ks. Biskup i obecni duchowni rozsiani pomiedzy nami. Wielka przyjemnosc sprawil mi widok zalazku biblioteki, z wzorowo poukladanymi mymi ksiazkami na specjalnych pólkach, znajdujace sie czasowo w jadalni. O godz. 18ej., zostala odprawiona wieczonra Msza Sw., poczem przez ulice Tenango del Aire, przeciagnela sie duza procesja tak ludnosci tego malowniczego miasteczka, jak i przybylych pielgrzymek. W procesji byly niesone figury Milosierdzia Bozego, Sw. Józefa, obraz Królowej Meksyku, M:B: Guadalupiańskiej, którym towarzyszyly poczty sztandarow. Ks. Tadeusz postaral sie o megafony, które nagniasnialy modlitwy i spiewy w czasie procesji. Po tym akcie figura Milosierdzia Bozego byla czczona przez wienych, którzy stojac w dlugiej kolejce calowali i dotykali ja, az do godz. 23.30, o czym w nastepnych dniach opowiadal mi Ks. Zbyszek.. Zrobilo sie juz dosc pózo, jak Ks. Biskup wyjechal, wiec i nam powoli trzeba bylo z zalem wybierac sie na wlasne pielesze. W drodze powrotnej, wspomniajc o tak pozytecznie i przyjemnie spedzinym czasie, zadawalem sobie pytanie, kto pomoze materialnie Ksiezom Pallotynom w Tenango del Aire, w ich wielkim projekcie, zakrojonym na tak ogromna skale? Trzeba dodac, ze czasem Ksiezom brak jest nawet na utrzymanie, a ze starych murów w i ich celach w czasie pory deszczowej woda splywa ciurkiem, poobnie jak i z dachów czy sufitów. Ludzie dobrej woli, z duchem polskiej solidarnosci poznajac ta sytuacje, sa proszeni o pamiec, jednoczac sie w tym religijnym i polskim dziele, przychodzac z efektywna pomoca Ksiezom Pallotynom w dalekim Meksyku, w Tenango del Aire! Wierzymy, ze przy pomocy Milosierdzia Bozego i ludzi dobrej woli, tak jak w Brazylii, tak i w meksykańskim Tenango del Aire, stana sie cuda! I cuda sie staja! Niezawsze tak jak to czlowiek sobie wymysli, lecz cuda sa! Zupelnie niespodziewanie, w kilka dni pózniej, bez zadnej zapowiedzi, ku wiekiemu zdziwieniu, oraz zaskoczniu naszych Ksiezy, przyciagnela liczna pielgrzymka juz z duzo dalszych stron, aby poklonic sie Milosierdzu Bozemu, przybylemu z dalekiej Polski do Meksyku!!! Takie niezapowiedziane pielgrzymki powoli staja sie coraz czestrze! W ten sposób, Polscy Ksieza Pallotyni SAC, z Prowincji Poznańskiej, po cichu, bez rozglosu, sieja ziarna Milosierdzia Bozego o wielkiej donioslosci, a przy tym i dobre imie Polski, tak w Meksyku jak i Brazylii!!!

TEKST UZUPELNIONY: 10-II-01
Inz. Jerzy Skoryna
Delegat na Meksyk
Kola b. Zolnierzy A.K, i S.P.K.
Meksyk Stolica 13 maja 2000
Retorno 102. No.29

Fax: (52)5395-0819 Lomas de Sotelo
Tel. (52)5557-3360 11200 México, D.F.
e-mail: jesko44@hotmail.com M E X I C O

ADRES gdzie sie znajduje original Obrazu Jezusa Milosierdzia Bozego w Wilnie, namalowany do dyktandem Sw. Faustyny Kowalskiej:
Ks. Pralat Prbo. Jan Kasiukiewicz
Parafia Swietego Ducha
2024 Vilnius
Dominikont 6
Lituania Lithuania

Meksyk Stolica, 13-V-00

Wróc na Poczatek

Copyright © Inz. Jerzy Skoryna
Strona znajduje sie na serwerze PolskiInternet.com