Strona Darmowa serwisu PolskiInternet.com

  << wróć

Grzegorz Moss
Wiersze

ŁAŃCUCHY

Dom nasz zawieszony między łańcuchami
rozkołysany marzeniem ziemi i nieba
wspólnego losu wybieranego latami
na jednym z końców świata Drogi Mlecznej...
 
Pierwszy łańcuch pochyla nas ku ziemi
ogniwem po ogniwie, mozolnie
splotem po splocie schylonego karku
Jedną po drugiej zanurza nasze ręce między kamienie...
 
Drugi łańcuch mnoży nasze plecy
przez wszystkie algorytmy przedwczesnego świtu
Napięciem mięśni zgłodniałych wolą trwania
przedkłada jeden dzień nad drugi i nad gwiazdy...
 
Trzeci łańcuch prowadzi nas za rękę
codziennie po drogach i bezdrożach
po znanych ścieżkach wśród  błądzących
na spotkanie najważniejsze...
 
Czwarty łańcuch liczy ranne stopy
skwapliwie oswajające ostre kamienie
Znajome utrapienia bierze za dobrą monetę
z ciężarem niepomiernym bierze się za bary...
 
Piąty łańcuch unosi nas ku niebu
ogniwem po ogniwie, krok po kroku
w wyżyny aspiracji nieposkromionej wyobraźni
myślą na przekór grawitacji - ku pewności...
 
Szósty łańcuch zniewala naszą wolę
bezduszną determinacją od urodzenia
linią horyzontu umykającą przed pragnieniami
aż zmęczone zamkną oczy...
 
Siódmy łańcuch uwalnia nas od wszystkiego
za niedolę naszą w ziemi naszej obiecanej
Przelęknionym rankiem i wieczorem
przyzywa czas innego jutra...
 
Ósmy łańcuch karze nas za nierozsądek
i każe myśleć o ośmiu ścieżkach zbawienia
najpoważniej w każdej chwili wieczności
póki istniejemy na zawsze...
 

Choroszcz, 3.09.2001

Copyright © Grzegorz Moss


SUMERYJSKIEJ BOGINI URODZAJU

Kiedy smukła idziesz
włosy zadumę na twym czole znaczą
- jesteś kobietą !

Gdy zdązając niespiesznie
od Lagesz do Akadu
horyzont nasycasz pszenicą i jęczmieniem
- jesteś mi kochanką !

Kiedy spoczywasz znuzona
napełniwszy Dwurzecze urodzajem
a uda twoje scieła je szafranem
- jesteś mi żoną !

Inanno boska
gdy spoglądasz ufnie
stopy twe jak Eufrat i Tygrys wiodą do Sumeru
- krzyczę więc -
niech ensi zwołuje lud bogobojny!

Białystok, 21.06.81


Copyright © Grzegorz Moss


DWIE WIEŻE - CZYSTA MATEMATYKA ...


Dwie wieże, jedna myśl
Rosły, żyły, liczyły
- jedna wieża plus druga wieża
Strony świata zachwalały światu podzielonemu na dwa
Zachody dodawały do wschodów sumiennie
słuchały, obiecywały, wierzyły ...
Nie odczytały algorytmów - nie pojęły ...
Runęły !

Jeden świat plus dwie wiary
- to dwa światy
Dwa światy razy jedno pragnienie
razy dwie metody i jeden cel
to żal nierówny jedności ...
Dwa światy równe trzem szaleństwom
- każde z osobna i wspólne
Jedno szaleństwo, to tysiąc śmierci
każda śmierć nie równa drugiej i równa
Dwa stalowe ptaki, to o dwa mniej i za dużo o dwa
to jedno celne trafienie w chybiony cel ...

Dwie pamięci plus teraźniejszości dwie
plus wartości przodków w setnej definicji
minus jeden rozum
to wciąż młode zmartwienie ...
Jeden płacz, to nie jeden śmiech
Łza mianownikiem zbyt małym dla myśli
Dwie otarte łzy - to dwie nowe
- tysiąc, to o dwie za mało
o twoje i o moje dwie ...
Jedno okrucieństwo - o jedną więcej, o sto ?
Równanie nie spełnione !

Jedno szaleństwo nie wystarczy śmierci
- śmierć, to nie życie !
Mury nie równają się ścianom
gruzy - murom ...
Nie przeliczyłyśmy jeszcze algorytmu śmierci
- to nie możliwe
że upadłyśmy tak nisko ?


Choroszcz, 11.09.2002


Copyright © Grzegorz Moss



W DRODZE DO DABROWY

Jadąc, mijam nieznane stacje
- wiedzcie najmniejsze
że ruch końskich pysków
jak wy jest ruchem moim
a strachy na wróble
w moich rosną garniturach

Przystaję wpół zawrotu głowy
by wnet spieszyć, gdzie ogony krowie
gryce drogowskazem najwznioślejszym
a buzie dzieci połamanych płotów
najmilszym semaforem
Huśtawek wzgórków westchnionych zbóż
wierzb zbłąkanych dróg
niecierpliwych uszu owczych
piasków bez wskazówek
bez drożników nie szukam
- idą same ...

I jak miałbym nie wiedzieć
gdzie szlaki wronich skrzydeł łopotliwe
sosnowej armii na apelu wiarę dają spolegliwa ?
Tam pachnącą znachodze
i choć pióro skrzypi
maczam w pochyleniu karku codziennym ...


Dabrowa Bialostocka, 22.06.84

Copyright © Grzegorz Moss


MY TĘ MIŁOŚĆ ...


My tę miłość hodujemy codziennie
nosimy ją na rękach, jak swięta
Karmimy kanapkami przy drewnianym stole
do snu usypiamy gdy zmęczona ...

Wspominamy ją, jak rosła codziennie
w tornistrach naszych dzieci
Na zakurzonych fotografiach sprzed lat
rozpoznajemy ją według wzrostu ...

Obcalowujemy ją naszymi wnukami
pieluchami owijamy starannie
Zasmarkanymi nosami wycieramy o chustki
- nosimy ja na rękach, jak ikonę ...


Białystok, 4.03.99


Copyright © Grzegorz Moss